DAIWA CORMORAN - Caldia 3500
Szukaj produktu:
    

 Jesienny zestaw Daiwy na drapieżniki

 

 
 
 
 

Jeszcze zanim otworzyłem paczkę z nowym zestawem Daiwy na sandacze, byłem przekonany że w środku znajdę typową, ciężką, mocną sandaczową „pałę” przystosowaną do łowienia gumami. Rzeczywistość na szczęście okazała się inna.

Otrzymany przeze mnie egzemplarz Infinity Q Jiggerspin długości 2,40 m i o ciężarze wyrzutu 5 – 20g, bo o tej wędce mowa, okazał się lekkim, dobrze wyważonym i poręcznym wędziskiem. Co jest dla mnie ważne, konstrukcja blanku i szczytówki (włókno węglowe HM 36t) umożliwia swobodne łowienie nie tylko  a gumy, ale także na mocno „trzepiące” szczytówką błystki i średniej wielkości woblery. Wędka jest na tyle czuła, że także hol średniej wielkości okonia potrafi sprawić sporą przyjemność.

 

 

 

Progresywna akcja kija, co jest dziś standardem. Sztywna w czasie rzutu i zacięcia, zaś pod większym obciążeniem blank ugina się do około połowy długości, dobrze amortyzując zrywy drapieżnika co jest ważne zwłaszcza podczas łowienia z plecionką.

 

 

 

Solidne czopowe złącze (spigot) przy poprawnej konserwacji wystarczy na lata. Nie ma tu żadnych luzów, nie zaobserwowałem też tendencji do zakleszczania się.

 

 

 

Przelotki Fuji Alconite na lekkich ale mocnych stopkach, uchwyty kołowrotka Fuji – tych komponentów nie trzeba specjalnie reklamować. Nie miałem żadnych zastrzeżeń co do jakości wykonania w otrzymanym przeze mnie egzemplarzu. Jako bez zarzutu oceniam także ciepłą i ergonomiczną korkową rękojeść.

 


 
     

 

Zawarty w zestawie kołowrotek, Caldia 3500, celowo poddawałem obciążeniom, na jakie normalnie nie narażałbym swojego młynka. Ale jak test, to test. Różnego rodzaju szarpania „z kołowrotka” przy zaczepach, kąpiele w rzece, hole bez pompowania kijem, bezceremonialne obchodzenie się w nim w łowisku i na okrągło podbijanie sandaczowej przynęty. Tak w skrócie wyglądało testowanie Caldii.
Nie stwierdziłem powstania żadnych luzów ani pogorszenia płynności pracy.

Kołowrotek choć mocny, ma kompaktowe gabaryty i można nim łowić dłuższy czas bez zmęczenia rąk. Linka jest za każdym razem nawijana na szpulę jednakowo precyzyjnie, także pod zmiennym obciążeniem w czasie holu.

 

 

 

Podczas testów stosowałem plecionkę Daiwa Tournament 8 Braid w kolorze Chartreuse, który jest bardzo dobrze widoczny w nikłym świetle świtu lub zmroku. Mimo łowienia w różnych, w tym mętnych lub brudnych wodach, oraz w pełnym słońcu, kolor linki nie zblakł. Nie miałem problemów ze śledzeniem jej ruchów w słabym świetle. Linka nie ma skłonności do mechacenia się, łapania brudów czy rozwarstwiania, wysnuwa się ze szpuli kołowrotka płynnie i bez zaczepiania o inne zwoje

 

                                                   

 

Na koniec plecionki zakładałem otrzymane do testów rippery Tournament D’Fin (testowałem wielkości 7,5 i 10 cm). Są to smukłe gumy z klasycznym szerokim ogonem-kopytem osadzonym na elastycznym przegubie z charakterystycznymi pierścieniami.

Zbroiłem je różnie (główką jigową, systemikiem z hakiem offsetowym z zatopionym na trzonku ołowiem itp). Bez względu na łowisko (rzeka, jezioro, zaporówka) D’Finy okazywały się skuteczne w odniesieniu do sandaczy i okoni. Nie stwierdziłem sztywnienia ani odbarwień po dłuższej eksploatacji. Różnokolorowe modele celowo trzymałem „poplątane” w tej samej przegródce pudełka i nie stwierdziłem przebarwień.

 

   

 

Testował red. Michał Krzyżanowski z Wędkarstwo Moje Hobby