DAIWA CORMORAN - Daiwa Team Daiwa DropShot 303 cm, cw. 10-40 gr.
Szukaj produktu:
    

Wędzisko Team Daiwa DropShot i…  wydawało by się, że wszystko jasne… Wędzisko wyraźnie dedykowane jednej, konkretnej metodzie. Metodzie nadal u nas mało znanej, a nawet Ci, którzy ją znają – bardzo rzadko używają…

 

O metodzie drop shot słów kilka…

Dla mniej doświadczonych wędkarzy, w kilku słowach, naszkicuję o co chodzi w tej metodzie. Otóż jest to odmiana starej jak świat metody pater-noster, tyle, że stosuje się sztuczną przynętę zamiast żywej lub martwej rybki. Na końcu zestawu mamy ciężarek, który leży na dnie, a w pewnej odległości od niego (powiedzmy od 30 cm do metra) bezpośrednio na lince głównej wiążemy haczyk (najlepiej specjalny, przeznaczony do tej metody), na który zakładamy sztuczną przynętę, w praktyce prawie zawsze jest to guma. Cała rzecz kuszenia ryby polega na „zaparkowaniu” obciążenia na dnie i poruszaniu przynętą odpowiednimi ruchami szczytówki w zakresie od dna do odległości uwiązania haczyka od ciężarka. Z mojego doświadczenia wynika, że dużo lepiej i łatwiej nadać ciekawy ruch przynęty za pomocą wędki zaopatrzonej w dość sztywną szczytówkę.

Tymi paroma zdaniami dochodzę do opisywania kija Team Daiwa DropShot.

                             
                               
                             
                               
Wędkę otrzymałem do testowania wczesną jesienią 2011 roku, ale dzięki swojej przebiegłości testowałem ją całą jesień, a także lato i kolejną jesień, do pierwszych zimowych mrozów. Nawet użyłem jej w styczniu 2013 r., ale o tym wspomnę na samym końcu recenzji. Tak więc, można powiedzieć, przetestowałem ją dość wszechstronnie.                              
                               
                               
                               

Parę szczegółów technicznych - jakże istotnych dla wędkarza przy wyborze wędki…

Wędka ma dość nietypową długość – 303 cm. Ciężar wyrzutu – od 10 do 40 gram. Ilość składów standardowa – 2. Połączenie składów -  czopowe V-Joint. Wędka waży 260 gram. Wyposażona jest w jedenaście przelotek Fuji Alconite, uchwyt kołowrotka Fuji, korkową rękojeść AAA. Istotna informacja: długość transportowa wynosi aż 158 cm, więc nie zmieści się w większość standardowych pokrowców czy tub! Sama wędka zaopatrzona jest  zwykły materiałowy pokrowiec…

Pierwsze wrażenie.

Bardzo pozytywne. Wyciągnąwszy kij z pokrowca zobaczyłem ładny, czarny blank z fragmentem  niebiesko-fioletowym. Dolnik, co ważne, niezbyt długi. A wiadomo, Daiwa w przeszłości potrafiła robić kije, które wystawały zbyt dużo poza łokieć. DropShot nie ma tej wady. Machnąłem „na sucho” i kij od razu przypadł mi do gustu. Dość szybki, ale nie sztywny. Taki konkretny, solidny. Mięsisty. Jednym słowem, jak ja to określam, „uśmiechnął się do mnie”. Wiedziałem, że sporo pociechy będę miał podczas testowania. Wszelkie wykończenia bardzo schludnie wykonane, przy przelotkach czysto, bez zacieków, uchwyt kołowrotka również czysto i starannie umocowany.

                             
                               
                               
                               

Kolejny etap – pierwszy raz nad wodą.

Dotarłszy nad wodę, zamocowałem kołowrotek, przełożyłem linkę przez przelotki. Jako, że kij dedykowany jest metodzie drop shot – w pierwszej kolejności takiż właśnie zestaw przygotowałem.

                             
                               
                               
                               
Czyli: plecionka, do niej dowiązane na krętliku półtora metra fluorokarbonu, w połowie długości zawiązany węzłem palomar haczyk offsetowy, na nim odpowiednia przynęta, a na końcu zestawu ciężarek 18 gram. Wędka zareagowała zgodnie z oczekiwaniami, lekko ugięta szczytówka, reszta kija dość sztywna. Tak więc reakcja odpowiednia do wędki, która ma wklejaną szczytówkę. Natomiast podczas wyrzutu – wędka ładuje ze znacznej części  całego blanku. Praca wędki pod obciążeniem robi się bardzo „ciepła”. Przede wszystkim – nie ma widocznego miejsca, w którym wklejka łączy się z pozostałą częścią blanku. Badanie dna takim zestawem to prawdziwa przyjemność, „widok” dna przekazany (przy wydatnej pomocy plecionki) jest, moim zdaniem, bardzo sugestywny.                              
                               
                               
                               

W drugiej kolejności założyłem gumę na 15-to gramowej główce.

Wędka również fajnie zareagowała, lekko ugięła się szczytówka. Natomiast po raz kolejny w przypadku wędzisk Daiwy wpadłem w konsternację próbując zaczepić przynętę o zaczep… Niestety…  Daiwa DropShot nie posiada zaczepu na przynętę!!!! Mnie za każdym takim przypadkiem ręce opadają! Ja potrzebuję mieć możliwość zaczepienia przynęty o coś do tego przeznaczone. Nie o przelotkę, nie o kabłąk kołowrotka…, ale o zaczep do przynęt!!! Czy ja tak wiele oczekuję…??? No dobra, mówi się trudno…

Wędki DropShot używałem głównie na Wiśle. Najczęściej w okolicach główek i wzdłuż kamiennych opasek. Stosowałem kilka różnych sposobów łowienia. I o nich właśnie, w kontekście używania opisywanej wędki, napiszę szczegółowiej.

                             
                               
                             
                               

Połów metodą drop shot

Wędka wydaje się stworzona do tej metody. Ze względu na swoją długość (ponad trzy metry) szczególnie nadaje się na otwarte, spore i dość głębokie wody. Wisła jest tego idealnym przykładem. Bardzo dobrze operuje się tym kijem w dołkach za główkami, na napływie przed główką oraz na głębszych opaskach. Czyli wszędzie tam, gdzie można podać zestaw w miarę pionowo. Wtedy guma na haczyku zajmuje pozycję zbliżoną do poziomu czyli naturalnej pozycji prawdziwej pływającej ryby. Takie miejscówki dają nam jeszcze jedną możliwość, niekiedy konieczną. Otóż bliskie rzuty na głęboką wodę pozwalają znacznie przekraczać nominalny ciężar wyrzutu. W przypadku opisywanej wędki zdarzyło mi się założyć nawet ciężarek 80 gram i kij spokojnie to przyjął. Bo trzeba pamiętać ważną rzecz: w metodzie drop shot pracujemy nie obciążeniem tylko gumową rybką o ciężarze kilku, maksymalnie kilkunastu gram. A ciężarek leży na dnie, ewentualnie powoli przemieszcza się z pomocą nurtu bądź naszej niewielkiej ingerencji.

Brania na DropShocie widać wyraźnie, z zacięciem też nie ma kłopotu. Zwłaszcza sandacze lubią ten sposób podania przynęty.

                             
                               
                             
                               

Połów metodą opadu

Jeśli metoda drop shota nam się znudzi lub jest tego dnia nieskuteczna – zmieniamy metodę. Zwykle nie zmieniałem kija tylko dalej walczyłem opisywaną wędką. I powiem tak – w opadzie kij nie jest już tak dobry. Owszem, zarzucenie gumy na główce w zakresie ciężaru do 40 gram nie jest problemem. Ale już skuteczne „podbijanie” jest problemem. Obciążenie do, powiedzmy, 20-tu gram jest efektywne. Szczytówka dno znaczy bardzo dobrze, da się agresywnie prowadzić przynętę w opadzie. Ale już powyżej tej wartości – opad zaczyna być anemiczny! A „podwójne podbicie” trzydziestogramowym obciążeniem jest już bardzo spowolnione zbyt mocno uginającą się szczytówką. Oręż w postaci agresji zostaje wytrącony z ręki wędkarza. Czyli, moim zdaniem, efektywny połów metodą opadu w przypadku Team Daiwy Drop Shot możliwy jest w zakresie do 7-8 gram do maksymalnie 20-25 gram. Powyżej tej gramatury ja już zaczynałem się męczyć.

                             
                               
                             
                               

Połów woblerem

Mimo, iż Team Daiwa DropShot posiada wklejaną szczytówkę jest to dobra wędka do połowu woblerem. Wklejka jest węglowa, do tego bardzo ładnie „spasowana” z resztą wędki. Dodatkowym atutem jest bardzo dobre czucie pracy woblera. Wszelkie woblery uklejopodobne w zakresie długości od 7 do nawet 12 cm spokojnie mogą być obsługiwane przy pomocy tej wędki. Również woblerom agresywniej chodzącym (np. tradycyjne gębalopodobne  z dłuższym sterem) kij sprosta, aczkolwiek max to powiedzmy 8 cm.

                             
                               
                             
                               

Połów bolenia

Jako, że boleń to moja ulubiona wiślana ryba – Jej też oddzielnie poświęcę kilka słów. To, że każdą przynętę boleniową (może poza najmniejszymi, do 5 cm woblerkami) da się rzucić to rzecz oczywista. Natomiast w zakresie wagi 15-25 gram – DropShot naprawdę super się sprawdza! Gdy jest potrzeba machnąć bardzo daleko – kij pokazuje swoje niezaprzeczalne walory na tym polu. A z uwagi na ciepłą pracę – nawet hol rapy na plecionce jest dość bezpieczny.

Trok boczny.

Nie, to nie pomyłka. Zdecydowana większość wędkarzy metodę troka kojarzy z delikatnymi kijami, cienką żyłka i niedużym okoniem. Natomiast opisywany kij może być świetnym rozwiązaniem na połów trokiem bardzo daleko od brzegu, sporym obciążeniem i większymi twisterami (nawet 3 cale), przy pomocy cienkiej plecionki i przyponu z delikatnego fluorocarbonu. Taki zestaw będzie odpowiedni na duże okonie, sandacze, jak również po założeniu lekkiego przyponu wolframowego, na szczupaki.

Połów …na rzece łososiowej

A na koniec zostawiłem sobie malutką niespodziankę, z ostatniej chwili, już z roku 2013!

Otóż postanowiłem sprawdzić czy jest możliwa próba skuszenia troci bądź łososia kijem Drop Shot. Oczywiście przy pomocy typowych przynęt na te ryby czyli agresywnie pracujących woblerów i błystek wahadłowych.

                             
                               
                             
                               

I co się okazało?

Długość kija (303 cm)na pewno jest odpowiednia. Ciężar wyrzutu (do 40 gr.) również można uznać za wystarczający -  zwłaszcza na niezbyt szeroką Drwęcę. Natomiast dość dynamiczna praca przynęt, szczególnie mocno wykrępowanych wahadłówek, mocno zweryfikowała użyteczność tego kija do takiego typu połowu. Pierwsze próby z plecionką powodowały zbyt agresywne przenoszenie pracy przynęty na wędkę, a w konsekwencji powodowały pewien dyskomfort łowiącego. Zamiana plecionki na żyłkę poprawiła to odczucie, aczkolwiek zrezygnowałem z większych blach.

Tak więc zestaw: wędzisko plus żyłka 0,28 mm pozwoliła w miarę przyjemnie poławiać w nurtach rzeki, jednak tylko w wolniejszych jej fragmentach. Szczęście przyszło mi w sukurs i zaciąłem niedużą troć 61 cm. Dzięki temu mogłem sprawdzić kij pod kątem holu w trudniejszych warunkach z agresywną rybą na końcu. I tu pokazała się klasa kija. Mimo młynków ryby hol był bardzo pewny i spokojny, kij amortyzował zrywy ryby doskonale! Z lądowaniem też nie było większego problemu…

                             
                               
                             
                               

Jednak generalnie na duże łososiowate tego kija raczej nie polecam, może jedynie jako kij rezerwowy. Zbyt wąskie zastosowanie przynęt i miejscówek, dodatkowo relatywnie małe przelotki na pewno sprawiały by spory problem przy niedużym nawet mrozie…

Podsumowanie

Na koniec opiszę jeszcze kilka różnych spostrzeżeń.

Jeden spory mankament opisałem już wcześniej, ale jeszcze raz zaznaczę, że braku zaczepu do przynęty nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem.

                             
                               
                             
                               
Inna drobna niedogodność to notorycznie odkręcająca się nakrętka od uchwytu kołowrotka. Szczególnie daje się to odczuć podczas próby jak najdalszego rzutu. Być może to akurat moja dłoń idealnie trafia w to miejsce, faktem jest jednak, że raz na jakiś czas muszę dokręcać, żeby kołowrotek nie miał luzu w uchwycie.                              
                               
                             
                               
Kij leci też trochę do przodu (to jednak długość ponad 3 metry), dlatego polecam większy (cięższy) kołowrotek dla lepszego wyważenia zestawu. Zastosowanie ciężkiej Caldii 3500 dobrze służy komfortowi łowienia… Zeszłej jesieni, podczas pierwszych przymrozków dały o sobie znać również niezbyt duże przelotki. Dość szybko zamarzająca woda uniemożliwiała dalsze łowienie, a właściwie wymuszała czyszczenie ich z lodu.                              
                               
                             
                               
Generalnie wędka Team Daiwa Drop Shot 303 cm, cw 10-40 gr. jest bardzo udanym produktem.  Jest mocna, a zarazem dość subtelna. Jeżeli ktoś szuka dobrej wędki do połowu metodą drop shota z brzegu – spełni bez wątpienia pokładane nadzieje.                              
                               
                             
                               
Zadowoli łowców szczupaka i bolenia. Łowiąc na gumy z opadu nie powinno się przekraczać 20-25 gram. Obrotówki  wielkościach 2 do 4 przyjemnie uginają szczytówkę. Woblery niezbyt ostro pracujące nie sprawiają problemu nawet w granicach 10 cm. Nie nadaje się raczej do mocniej wykrępowanych wahadłówek. Świetnie sprawdzi się do ciężkiego troka na rozległych wodach…                              
                               
                             
                               

Cena kija nie jest mała i oscyluje w granicach 600 złotych. To dość dużo, ale każdy kto zdecyduje się wyłożyć takie pieniądze –  z pewnością będzie zadowolony…